wtorek, 6 października 2009

Książka pt. Pierwszy Kontrakt, autor – Jacek Wist



Legia Cudzoziemska bez tajemnic dla wszystkich zainteresowanych tematem oraz dla tych którzy lubią książki sensacyjno-przygodowe.

www.pierwszykontrakt.pl

tytuł: Pierwszy kontrakt
autor: Jacek Wist
ISBN: 978-83-929596-0-1
liczba stron: 320
miejsce i rok wydania: Warszawa 2009
oprawa: miękka
wymiary: 148 x 210 mm
wydawnictwo: Apolonia Dream
cena katalogowa: 45 zł

Kilka opinii na temat książki, wybranych z forum, gdzie toczy się o niej dyskusja:

~ Książka właśnie do mnie dotarła. Wszystko sprawnie, szybko i tanio. Biorę się za czytanie ~

~ Trzeba przyznać, że zapowiedzi, fragmenty wstawiane na forum sprawiały, że oczekiwania rosły i obawiałem sie trochę, że ''z dużej chmury będzie mały deszcz'' jednak nie zawiodłem się a wręcz przeciwnie książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie! Naturalnie bardzo pozytywne. Ciekawe historie, świetne teksty i to co podoba mi się najbardziej - czytając odnosi się wrażenie, że podróż, rekrutacje, służbę itd przeżywa się wraz z głównym bohaterem. Realizm jest niesamowity... ~

~ ach szkoda, że muszę przerwać, przede mną Mogadiszu, książka jak to mówił Twój kolega Marek, ZAJEBISTA ~

~ Czyta się ją bardzo luźno i przyjemnie, a co najważniejsze ta lektura rusza wyobraźnię. Po otrzymaniu paczki dzisiaj rano, wbiłem się w fotel na długie chwile... ~

~ Melduję, że książka została przeczytana! naprawdę bardzo mi się podobała i zmobilizowała do większego treningu. Uśmiałem się w wielu momentach, w szczególności z Markiem, czy z murzynami na śmieciarce czy sytuację z pasterzem bojącym się grzmotów... Jeszcze raz gratulację i podziękowania z miłą lekturę. Au revoir ~

Poniżej wywiad udzielony Gazecie Pomorskiej, opublikowany również na portalu www.mmbydgoszcz.pl :




 W 1990 roku spełniło się marzenie bydgoszczanina Jacka Wista – został żołnierzem Legii Cudzoziemskiej. Służył głównie w pułku spadochroniarzy, walczył w Dżibuti, Somalii, Kongo i Republice Środkowoafrykańskiej. Dziś, jako emeryt, w książce „Pierwszy kontakt” wspomina 16 lat służby.

Skąd decyzja o wydaniu książki?

- Jacek Wist: Pomysł, by spisać wspomnienia zrodził się bardzo dawno temu, wtedy też powstały pierwsze notatki, które wspierały moją pamięć. M.in. dzięki zgromadzonym pamiątkom moje zapiski zaczęły przybierać formę relacji. Należę do osób lubiących opowiadać, więc do wypracowania fabuły był już tylko krok. Na początku nie myślałem o książce, a jedynie o spisaniu faktów i anegdot. Poznałem jednak kogoś, kto po przeczytaniu moich zapisków zechciał je wydać. Jego zdaniem autentyczne wydarzenia opisane przeze mnie z humorem w formie relacji to unikalna na polskim rynku wydawniczym pozycja traktująca o służbie w Legii Cudzoziemskiej.

Skąd w książce humor? Obyło się bez bolesnych doświadczeń?
- Nawet w trudnych chwilach trzeba znaleźć w sobie pozytywną energią, a taką jest dobra dawka humoru. Wszystkie wspomnienia z czasem stają się miłe, a o tych złych zapominamy. Trudnych sytuacji w moim życiu w Legii nie brakowało, ale wpisane jest to w specyfikę tego zawodu.





... wiecej na www.mmbydgoszcz.pl oraz na www.mmkrakow.pl na temat 13 Targów Książki w Krakowie, gdzie wydawnictwo Apolonia Dream wystawi swoje stoisko: A44




Zapisy na Pierwszy kontrakt! www.pierwszykontrakt.pl

sobota, 23 maja 2009

Legia Cudzoziemska na zakręcie

Prawdopodobnie od czasów puczu generałów w Algierii w 1960 roku, Legia Cudzoziemska nie znajdowała się w tak dużych tarapatach. Wówczas to legioniści idąc za swoimi oficerami masowo poparli zryw przeciwko prezydentowi De Gaulle i V Republice. Chcąc utrzymać władzę nad kolonią posunęli się do zdrady i wystąpili przeciwko własnemu przywódcy.

Nie sposób jest jednoznacznie ocenić tamte zdarzenia. Jedni nazywają je zdradą inni zaś bohaterskim czynem, wszystko oczywiście zależy od punktu widzenia analizujących sytuację sprzed kilkudziesięciu lat. Dawne to czasy, jednak nie koniecznie przez wszystkich zapomniane. Legia Cudzoziemska posiada bardzo wielu przyjaciół, ale także wielu wrogów, którzy czekają na każdą okazję, żeby udowodnić całemu światu, jakim złem jest ta formacja.

Czarna seria zaczęła się w maju 2008 roku. W dramatycznych okolicznościach zginął legionista Tvarusko należący do 2REP, regimentu spadochroniarzy stacjonującego w Calvi na Korsyce. Zdarzenie to miało miejsce na misji w Djibouti podczas forsownego marszu przy kilkudziesięciu stopniowym upale. Niestety nie warunki atmosferyczne były przyczyną jego śmierci, ale brutalne traktowanie przez przełożonych, którzy dopuścili się niedopuszczalnych aktów brutalności. Śledztwo w sprawie trwa, a głównym oskarżonym jest porucznik Bertaud, były dowódca plutonu.

Kolejną głośną sprawą okazały się opublikowane zdjęcia ze szkolenia podstawowego w Castelanudary. Otóż na fotografiach opublikowanych przez jedną z francuskich gazet wyraźnie widać dosyć brutalne sceny ze szkolenia na farmie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ takie szkolenia są przeprowadzane, ukazują one realia ewentualnego dostania się do niewoli. Jednakże problemem jest, że wydostały się do prasy nie zawsze przychylnej Legii Cudzoziemskiej i użyte w negatywnym kontekście. Skandal ten spowodował, że generał Pichot de Champfleury, dowódca Legii zabrał głos w tej sprawie i obiecał wyjaśnić okoliczności.

W między czasie szerokim echem odbiła się sprawa byłego legionisty Zbigniewa M., który po 18 latach został zatrzymany przez żandarmerię francuską na podstawie międzynarodowego listu gończego wydanego przez Interpol. Polak, Zbigniew M. podejrzany jest o morderstwo popełnione na początku lat 90 w Niemczech. Od tego czasu pozostawał nieuchwytny, jednakże śledztwo zostało wznowione i specjalna ekipa poznańskiej policji odnalazła ślady podejrzanego właśnie w szeregach Legii Cudzoziemskiej.

Z pewnością wszystko zostałoby wyciszone i przeciwnikom Legii Cudzoziemskiej zabrakłoby argumentów, gdyby nie dramatyczne wydarzenia z 7 kwietnia 2009 roku. Cały świat obiegła wiadomość o szaleńcu, który zastrzelił trzech żołnierzy i jednego czadyjskiego wieśniaka. Tym szaleńcem okazał się legionista z 2REI (2 Cudzoziemski regiment piechoty zmechanizowanej z Nimes) służący w tym regimencie od ponad roku. Na razie, według informacji wiadomo, że legionista zastrzelił ze swojej broni sierżanta i legionistę służących w tym samym oddziale, co on. Kolejną ofiarą okazał się żołnierz z Togo będący na misji w Czadzie, pełniący wartę na posterunku, przez który uciekł legionista. Na razie nieznane są przyczyny tego aktu szaleństwa, wiadomo jednak, że zabójcy udało się zbiec z bronią w ręku, jako że w kilka godzin po zdarzeniu w jednostce w Abeché na Wschodzie Czadu, jego ofiarą padł miejscowy wieśniak, który odmówił mu wydania swojego konia.

Minister obrony narodowej Francji, Hervé Morin stwierdził, że nieznane są przyczyny, dla których szaleniec otworzył ogień zabijając innych żołnierzy. Aktualnie trwają intensywne poszukiwania sprawcy. W akcji biorą udział oddziały czadyjskie i francuskie stacjonujące w regionie, gdzie zdarzenie miało miejsce. Wiadomo, że na razie nie odnaleziono śladów uciekiniera, który prawdopodobnie przemieszcza się na grzbiecie skradzionego konia.

Zdarzenie to jest kolejnym argumentem w walce z Legią Cudzoziemską. Niestety jej przeciwnicy wykorzystują tragiczne wydarzenia dla własnego użytku w walce z tą formacją.

Chwalebne czyny schodzą na drugi plan, nikt nie pamięta, że kilka miesięcy temu sierżant Penon, zginął w zasadzce przeprowadzonej, przez Talibanów. Zanim uszło z niego życie, uratował ciężko rannych, dwóch młodszych kolegów. Niewielu pamięta pięciu legionistów, którzy dla samych słów: honor i dyscyplina, podjęli najwyższe ryzyko i wypłynęli w rozszalałe morze tylko, dlatego żeby na czas zdążyć na poranny apel. Zginęli walcząc z żywiołem.

Jest to trudny okres dla Legii Cudzoziemskiej. Z pewnością uda się go przetrwać, jednakże późniejsze konsekwencje mogą być dotkliwe. Należy mieć nadzieję, że już niedługo będzie głośno o Legii i legionistach, ale tylko przy okazji pozytywnych wydarzeń.

Informacja z francuskiej telewizji:

piątek, 22 maja 2009

Najlepszy spot na wybory do Euro parlamentu

Najciekawszy spot na zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego mające miejsce 7 czerwca 2009. Z dala od śmiesznych bojów pseudo-politycznych polskich goliatów. Głosujcie, ale nie na bufonów zatruwających nam życie.

Prezydent Kaczynski przemawia do narodu w Sejmie

Co robi człowiek będący prezydentem Polski?

Niczego dobrego po Lechu Kaczyńskim się nie spodziewałem i słusznie! Zdaje się, że swoim dzisiejszym orędziem w Sejmie przekroczył kolejną granicę przyzwoitości. Prezydent Polski i wszystkich Polaków przemówił, a właściwie wybełkotał w stylu opanowanym tylko przez siebie samego (zapomniałem też jego wspaniałego brata, który też posiada ten sam styl), frazesy i agitacyjne teksty. Buuuu! To jest prezydent?

Chyba nie warto o nim pisać, należy cierpliwie czekać, aż odejdzie w cień i nie będzie zatruwał nam życia...

Prezydent wszystkich Polaków nie pozostał w Sejmie, żeby wysłuchać premiera Tuska i ministra finansów Rostowskiego. Przyjechał, powiedział (wybełkotał) i wyjechał... w swoim stylu!

czwartek, 21 maja 2009

Ireneusz Jeleń piłkarzem sezonu w Auxerre

Napastnik z Auxerre, Ireneusz Jeleń, został wybrany najlepszym piłkarzem sezonu drużyny z Burgundii. Wyboru dokonali fani klubu AJA Web Fans, w internetowym głosowaniu. Plebiscyt odbywał się na oficjalnej stronie AJ Auxerre.

Jeleń druzgocącą przewagą głosów (79 proc.) pokonał drugiego w kolejności zawodnika klubu. Benoit Pedretti, zgromadził zaledwie 7 proc. wszystkich głosów. Na trzecim miejscu uplasował się Duńczyk Kahlenberg z 4 proc. poparcia.

Jeleń rozgrywa wspaniały sezon w barwach Auxerre, ma na koncie strzelonych 13 bramek (5 bramek w 2007-2008 oraz 10 w 2006-2007), mimo długiej nieobecności, po nabawieniu się kontuzji w meczu z Olympique Lyonnais, w październiku 2008 roku. Z pewnością nikogo nie dziwi ten wybór, polski zawodnik był wybierany w tym sezonie piłkarzem miesiąca aż trzy razy pod rząd.

Gratulacje dla Ireneusza!
Tekst ukazał się w: www.wiadomosci24.pl

środa, 20 maja 2009

Wałęsa, Czarnecki, PiS i wybory

Czas się pośmiać

Ostatnio mi do śmiechu często, a to PiS wypuszcza spot na PO a to PO na PiS, lub SLD na PO. Można sobie popatrzeć i kulać się ze śmiechu. To zabrakło Świnoujścia na mapie u PO a to w ogóle nie wspomniano o Solidarności w filmie reklamowym Unii Europejskiej. Każdy każdemu coś wytyka i się śmieje.

Czasami jednak nie wiem czy się śmiać czy też płakać. Do tego ostatniego doprowadził mnie Wałęsa. Czy ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć, co ten człowiek wyrabia? Ja go nie rozumiem i śmiem twierdzić, że mało jest osób na tej ziemi, co potrafiliby racjonalnie wyjaśnić jego zachowanie. Na pewno specjaliści. Ja to tłumaczę sobie zwykłym chciejstwem, pogonią za kasą i rozdrabnianiem się na grosze. Żenujące są wyjaśnienia Wałęsy na temat Ganleya i Libertas. Szukanie podtekstów w sytuacji, gdy grunt mu się pali pod nogami i wszyscy palcem wytykają jest bynajmniej śmieszne i żałosne. Nawet dotychczasowi zwolennicy i obrońcy powoli odwracają się od niego za tę pazerność. Niby nic nowego w świecie polskiej polityki, jednakże mało, kto się spodziewał tak słabiutkiego spektaklu w wykonaniu legendarnego lidera Solidarności.

Nie jest mi do śmiechu natomiast, gdy śledzę szopkę noworoczną w maju w wykonaniu właśnie Solidarności z polskich stoczni. Przypomina mi to ostatnie konwulsje jakiegoś potwora spisanego na straty od lat. Tak samo jak niegdyś kopalnie tak teraz stocznie starają się wyciągnąć olbrzymią kasę z kieszeni podatników pod pretekstem walki o symbole. Te stare symbole, jak Wałęsa czy Solidarność aktualnie są bardzo żałosne w pościgu za kasą. Śmiać się czy płakać?

Na koniec niebywała gratka. Nie muszę nikomu kryć mojej niechęci do Ryszarda Czarneckiego, popularnego „spadochroniarza” partyjnego. Jeszcze niedawno tak mu było wesoło, że kandydatka PO do Parlamentu Europejskiego, Róża Thun nie może kandydować pod skróconym nazwiskiem tylko musi to zrobić, jako Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein, tak teraz możemy się pośmiać z wesołego „Ryśka” wspólnie. Otóż „Rysio” to raczej Richard a na dodatek i Henry Czarnecki. Mało polsko brzmiące imiona znalazły się stąd, że ów „spadochroniarz” urodził się za granicą, a widocznie (bo jakżeby inaczej?) leczący kompleksy rodzice nazwali naszego „bohatera” z angielska.

Oj wesoło mi, wesoło!

czwartek, 9 kwietnia 2009

Legionista-zabójca zatrzymany

Przez dwa dni trwały poszukiwania legionisty, który w przypływie szaleństwa zastrzelił dwóch innych legionistów, żołnierza z Togo i czadyjskiego wieśniaka. Poszukiwany legionista został zatrzymany przy próbie uzupełnienia wody w studni około dziesięciu kilometrów od Abéché, miejsca gdzie wydarzył się dramat. Wiadomo, że szaleniec (z pochodzenia Brazylijczyk) został odnaleziony przez miejscową żandarmerię. Od kilkudziesięciu godzin trwała prawdziwa nagonka na niebezpiecznego zabójcę. W momencie zatrzymania przebrany był w cywilne rzeczy .

Według oficjalnych informacji, legionista zostanie przekazany władzom francuskim na mocy obowiązujących umów pomiędzy Czadem a Francją. Dotychczas nic nie wiadomo o motywach, jakimi kierował się dokonując tego szaleńczego czynu.

Informacje z telewizji francuskiej:

czwartek, 12 lutego 2009

Jan Maria Rokita arschloch czyli dziura w odbycie męskim


Męski i żeński arschloch

Co to jest arschloch czy asshole to wszyscy, którzy liznęli trochę języków obcych, wiedzą. Po polsku tak się nie mówi. Wystarczy powiedzieć komuś "dupa" bez dokładniejszego określania, że ta dupa to po prostu odbyt. Od wczoraj wiemy jednak, że taki arschloch może znaczyć „męski odbyt”, jeżeli chodzi o byłego posła Jana Marię Rokitę. Co do takiego tłumaczenia nie jestem przekonany, ponieważ gdy chcemy nazwać kogoś dupą, albo jak w tym przypadku odbytem to nie musimy określać, że chodzi o męski lub żeński.

Jan Maria i Nelli Rokita, biedni wybrańcy (byli i obecni) polskiego narodu doznali strasznych przykrości od wstrętnych Niemców, którzy jak powszechnie wiadomo Polaków od wieków nie lubią. Trudno do Rokitów miłością pałać, a tym razem można nawet przyznać Niemcom rację i pogratulować porównania do otworu dupnego. Barachło z polskiego Sejmu i polskich salonów spotkało się ze zdecydowaną reakcją ze strony obsługi samolotu, a później policji. Zareagowano odpowiednio.

Wstyd się przyznać, ale niestety taka jest rzeczywistość. Chamskie zachowanie w Polsce nikogo już nie dziwi, tym bardziej ze strony rodzimych „polityków”, jednakże zagranicą inaczej podchodzą do tej polskiej przypadłości. To dopiero początek felietonu, ponieważ JM Rokita będzie musiał odpowiedzieć przed sądem za zakłócanie porządku publicznego i za niezastosowanie się do poleceń załogi samolotu.

Sam Rokita mówi, że nie wie, czy wytoczy proces linii lotniczej. - Nie chcę odszkodowania. Chciałbym by zwrócili mi za drugi bilet - mówi tylko. No tak, przecież poszło o to, że Rokitom płaszcze niszczyli. Biedni ludzie najbardziej znają cenę pieniądza, a tu jeszcze za bilet parę groszy mogą stracić! Walcz Janie Mario, co nam Niemiec będzie w twarz pluł!

piątek, 6 lutego 2009

Dwadzieścia lat temu czyli okrągły stół

W dziejach kraju to niewielki okres. Dokładnie dwadzieścia lat temu odbyły się obrady „Okrągłego Stołu” w Magdalence. Był to przełomowy moment w najnowszych dziejach Polski. Dziś broniony przez niektórych, oskarżany przez innych jest kwestią sporu wśród polityków, historyków i zwykłych ludzi.

W obecnych czasach ten stół nie byłby okrągły a kanciasty. Mimo, że w tamtych czasach rozmowy toczyły się między ówczesną władzą a opozycją, to potrafiono usiąść do stołu do konkretnej rozmowy o dalszych losach ojczyzny. Dwadzieścia lat później jest gorzej niż w tamtych czasach. Dziś, Kaczyńscy i ich poplecznicy, niegdyś nieistniejący a dziś szukający zemsty i chwały, piszą nową historię i wysnuwają swoje teorie w stosunku do tamtych czasów. Dzisiejsze kanciaste charaktery jawią się, jako stwory (trolle) polskiej rzeczywistości.

Niestety jeszcze długo trzeba będzie nam znosić te waśnie. Ludzie wywodzący się z jednego obozu politycznego aktualnie skaczą sobie do oczu jak najgorsi wrogowie. Zacietrzewienie zaślepia im oczy i mózgi i nie pozwala dojść do porozumienia w trudnych chwilach kryzysu światowego, choćby tak jak to było w 1989 roku, podczas obrad „Okrągłego Stołu”.

piątek, 19 grudnia 2008

Jak trafić butem w Kaczora

Sprawa jest prosta, każdy prezydent na tej ziemi wie, że istnieje poważne zagrożenie dla każdego z nich, otrzymania trzewika prosto w twarz. George W Bush uniknął dwóch latających butów pokazując całemu światu, że posiada całkiem niezły refleks.

Sytuacja ta powinna dać innym dowódcom okazję do przemyśleń i zastanowienia się nad własnymi czynami. Oczywiście, rozzłoszczony dziennikarz nie rzucał w niego tylko, dlatego że nazywa się Bush, ale dlatego, że przez lata zapracował sobie na takie traktowanie.
Prezydent Lech Kaczyński nie potrafi wyciągnąć wniosków i wystawia swoją pulchną twarz tak żeby podeszwa lecącego buta go nie chybiła.

Otóż, prezydent, czyli główny opozycjonista w Polsce, postanowił być lepszy od swojego amerykańskiego przyjaciela. Jak na brata Jarosława przystało, Lech zrobił, co bliźniak chciał i zawetował ustawę o „pomostówkach”. Nie spodziewał się chyba jednak tego, że to jego weto to będzie taki latający but, który go chlaśnie prosto w „dziub”.

Pierwszy but rzucił Tusk i Platforma Obywatelska trafiając tak celnie, że aż go zaćmiło a zaraz drugi zaraz poleciał ze strony SLD. Obydwa tak mocno chlasnęły szefa opozycji, że zahuczało. Nie tylko w kuluarach sejmowych, gdzie politycy odrzucili jego weto, ale i w narodzie, który coraz mniej rozumie poczynania swojego prezydenta. Z resztą on sam chyba też już nie wie, co robi i jaka jest jego rola w państwie.

Tak przy okazji może by tak jeszcze kilku polityków potraktować latającym butem prosto w pysk?

sobota, 6 grudnia 2008

Echa po śmierci legionisty Josefa Tvarusko w Djibouti

Nie milkną echa po śmierci legionisty Josefa Tvarusko w Djibouti. Sprawa nabrała tempa po opublikowaniu przez Le Point, artykułu na temat dziwnych okoliczności tej śmierci. Zamieszany w sprawę porucznik został zawieszony w obowiązkach a podoficer i dwaj kaprale usunięci z szeregów Legii Cudzoziemskiej. Równocześnie wydarzeniem zajął się Trybunał Wojskowy w Paryżu (TAP - Tribunal aux armées de Paris) otwierając śledztwo, żeby wyjaśnić okoliczności tragicznego zdarzenia. (artykuł)

W czwartek, 4 grudnia decyzją sędziego śledczego z Trybunału Wojskowego, porucznik B. został postawiony w stan oskarżenia i zastosowano wobec niego areszt prewencyjny. Dwa dni wcześniej, zamieszanemu w sprawę podoficerowi postawiono takie same zarzuty jak oficerowi: „akty tortury i barbarzyństwa, które spowodowały nieumyślną śmierć” oraz „pogwałcenie regulaminu”. Podoficer pozostał na wolności pod kontrolą sądu. Adwokat oskarżonego oficera, Pierre-Olivier Lambert oświadczył, że jego klient został całkowicie opuszczony przez hierarchię wojskową, która od niego się odwróciła. Jednocześnie oświadczył, że zastosowanie aresztu wobec absolwenta Saint-Cyr (francuska szkoła wojskowa) jest aktem „przedwczesnego osądzenia” i może zaważyć na późniejszym wyroku.

Afera, która początkowo miała być zatuszowana rozwija się już pod kontrolą francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie jest to zwykła sprawa ze względu na okoliczności zdarzenia. Już dziś wiadomo, że tajemnicza śmierć legionisty znajdzie swoje rozwiązanie w sądzie a winni zostaną ukarani. Pierre-Olivier Lambert jest znanym paryskim adwokatem, sympatykiem Legii Cudzoziemskiej. On sam niegdyś służył w jej szeregach, jako aspirant. Zastanawia fakt, czy postarano się o tak dobrego adwokata wyłącznie dla oskarżonego oficera, czy dla byłego sierżanta również ?

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Przeczytaj także:

Tajemnicza śmierć legionisty z 2REP

Czy w Legii Cudzoziemskiej stosuje się przemoc?

Hierarchia i dyscyplina w Legii Cudzoziemskiej

środa, 3 grudnia 2008

Publikacje IPN, czyli gnioty i paszkwile

Poza nami odsłona druga lub trzecia, felietonu publikacji historycznych pod egidą IPN. W pierwszej części dowiedzieliśmy się, że dwaj historycy polityczni postanowili napisać historię Polski na nowo. Zainteresowanie było ogromne, przecież dzięki nim, żyjąca legenda „Solidarności” Lech Wałęsa miał się okazać TW Bolkiem.


Panowie historycy, Gontarczyk i Cenckiewicz postanowili napisać historyczne „dzieło” o powiązaniach Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa (SB) znienawidzonego PRL-u. Jak na „prawdziwych” historyków przystało, najpierw założyli pewną tezę (o agenturalności Wałęsy) a potem postarali się ją udowodnić. Z wielkim profesjonalizmem zabrali się do pracy przy okazji wykorzystując aparat medialny IPN i TVP do nagłośnienia całej sprawy. Doszło do tego, że na długo przed wydaniem książki ludzie myśleli tylko o jednym, o jej kupnie. Odniesiono pierwszy sukces. O książce się mówiło, pisało i polemizowało.

Na nic zdały się protesty Lacha Wałęsy, książka ujrzała światło dzienne. Za pieniądze podatników urządzono sobie igrzyska. Publicznie oskarżono Wałęsę o działalność na szkodę kolegów i państwa. Wszystko to zostało szeroko poparte dokumentami SB znalezionymi w archiwum IPN. Panowie historycy nie wiadomo, z jakich powodów (a może wiadomo) nie pofatygowali się, żeby swoje rewelacje zweryfikować z żyjącymi uczestnikami tych wydarzeń z Wałęsą włącznie. Nic dziwnego, że ich „dzieło” spotkało się z ostrą krytyką. Jak można obiektywnie oceniać tę książkę, gdy ci panowie sami nie zadbali o to, żeby była napisana w obiektywny sposób. Pierwszy nakład rozszedł się jak ciepłe bułeczki, społeczeństwo polskie podzieliło się, część uznała, że Wałęsa to Bolek a pozostali postanowili go bronić. Wkrótce doczekano się kolejnego, już kilkudziesięciu tysięcznego dodruku, czyli biznes się kręcił. Zarówno polityczny i finansowy.

Minął kolejny okres, powoli zapominaliśmy o książce pt. SB a Lech Wałęsa - przyczynek do biografii, o historykach słuch zaginął, aż nagle wybuchała bomba. Uśmiercony w książce, oficer SB, kapitan Graczyk, który ponoć prowadził Bolka, nagle odżył. Klęska IPN-u, porażka Gontarczyka i Cenckiewicza, trudno jednoznacznie ocenić tę nową sytuację. Misternie ułożony plan rozpadł się, jak domek z kart. W książce, oskarżając Wałęsę, oparto się wyłącznie o źródła SB które, jak powszechnie wiadomo w dużej części były fałszowane. Niestety, politycznym oponentom Wałęsy wytrącono oręż z rąk w momencie, gdy okazało się, że główny aktor (kapitan Graczyk) odżył i co wcale nie jest dziwne, nie potwierdził rewelacji IPN.

Warto zastanowić się nad wartością takiej książki i nad faktycznym celem jej publikacji. Mało prawdopodobną wydaje się chęć ukazania całej prawdy o tamtym okresie. Zrobiono polityczny show z udziałem państwowego instytutu będącego w rękach partii politycznej. Publiczne pieniądze zostały przeznaczone do walki politycznej przeciw jednemu z największych symboli Polski. W końcowym rozrachunku, książę tą można zaliczyć do najbardziej nieudanych publikacji. Powtarzając za Lechem Wałęsą można powiedzieć: „gnioty i paszkwile”. No, ale pieniądze z niej były i to całkiem duże…

wtorek, 25 listopada 2008

Kaczyński wreszcie bohaterem

Nasz prezydent w pogoni za sławą i w swojej ślepej krucjacie przeciw Rosjanom, postanowił sam sprawdzić czy pałają go miłością tak samo jak on ich. Teraz już wiemy, że tak jest, pozostaje jednak do sprawdzenia fakt, czy to rzeczywiście nasi wschodni sąsiedzi przywitali konwój Lecha Kaczyńskiego, strzałami z karabinu maszynowego. Gdyby okazało się to prawdą, to mielibyśmy pełny obraz aktualnych stosunków polsko-rosyjskich.

Nie będzie to jednak takie proste, mimo że pan Kamiński, minister w kancelarii prezydenta, stwierdził przed kamerami, że bez trudu rozpoznał rosyjski akcent napastników. Przynajmniej mamy już opinię specjalisty, bo chyba za takiego się uważa. Poza tym, prezydent Gruzji, Saakaszwili również był kategoryczny w swoich wypowiedziach w oskarżeniach wobec Moskwy. Mamy już, więc dwóch specjalistów i bez wątpienia wiemy, że Rosjanie są źli. Warto w takim razie zastanowić się nad samym zdarzeniem. Przede wszystkim historia ta nosi znamiona prowokacji dyplomatycznej. Z pewnością sytuacja taka nigdy się nie zdarzyła, gdy dwie głowy państwa wyjeżdżają na nocną wycieczkę w teren, gdzie sytuacja jest nadal niespokojna i gdzie jeszcze niedawno prowadzono działania wojenne. Czy jest to polityczna awantura czy ludzka lekkomyślność? W związku z tym, że chodzi o dwóch prezydentów, nie jest to z pewnością lekkomyślnością, lecz przeprowadzoną z premedytacją prowokacją.

Czyżby Lech Kaczyński pozazdrościł Wałęsie sławy i też chciał zostać bohaterem? Czyżby Kaczyński pozazdrościł Radkowi Sikorskiemu, że ten wie, co to są świszczące kule z karabinów rosyjskich? Jakiekolwiek byłyby intencje Lecha Kaczyńskiego, można odnieść wrażenie, że sprawa ta jest na tyle nieodpowiedzialna, że aż trudno uwierzyć, że rzeczywiście się zdarzyła!

Pomijając fakt, że ochroniarze z BOR pozwolili na taką „wycieczkę” bez sprawdzenia czy istnieje niebezpieczeństwo. Dlaczego do tego doszło? Kto miał w tym interes? Widocznie chodziło o interes własny, bo trudno sobie wyobrazić, że Polska na tym skorzystała.

Na przyszłość warto zastanowić się nad obowiązkowymi badaniami psychiatrycznymi, wszystkich kandydatów na urząd prezydenta Rzeczpospolitej. Dzięki takim badaniom moglibyśmy uniknąć sytuacji, gdy głowa państwa zachowuje się jak osoba niepoczytalna, albo przynajmniej bezmyślna. Należy ubolewać, że po raz kolejny Polska znajduje się w centrum zainteresowania światowych mediów, oczywiście przy okazji równie absurdalnej, jak incydent na granicy z Południową Osetią. Co Polska osiągnęła? Jak zwykle w takich sytuacjach, wstyd na skalę światową.

sobota, 22 listopada 2008

Tajemnicza śmierć legionisty z 2REP

Trzydzieści lat temu, książka Henry Allainmat, francuskiego dziennikarza poruszyła opinią publiczną we Francji. W „Le bagne de la Légion”, autor opisał sekcję karną Legii Cudzoziemskiej w Corte. Był to zbiór relacji legionistów, którzy w tym miejscu przeszli przez „piekło na ziemi”. Dzięki tej publikacji na światło dzienne wyszła prawda, skrzętnie ukrywana przez dowództwo Legii Cudzoziemskiej. Sekcja karna była specjalnym oddziałem mającym na celu „wyprostowanie” charakterów najbardziej opornych legionistów.

Henry Allainmat opisał nieprawidłowości mające miejsce w koszarach sekcji karnej. Nie uzyskując wystarczających dowodów autor wysnuł tezy oskarżające Legię o nieprzestrzeganie obowiązującego prawa. Niedawno opublikowany wywiad z autorem książki przypomniał tę zapomnianą historię.

Kilka dni po ukazaniu się artykułu, 18 listopada 2008 roku, opinia publiczna ponownie została zszokowana informacją o niehumanitarnym traktowaniu legionistów. Francuskie media opublikowały informację o śmierci legionisty podczas manewrów w Afryce. Tego dnia jeden podoficer i dwóch kaprali z 2. Cudzoziemskiego regimentu powietrznodesantowego zostali wyrzuceni dyscyplinarnie z Legii Cudzoziemskiej. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie motywy tego zwolnienia: akty brutalności, które doprowadziły do śmierci.

W środowisku związanym z Legią Cudzoziemską od wielu miesięcy krążyły pogłoski o wydarzeniach z 5 maja 2008 w Djibouti. W czasie marszu w kilkudziesięciu stopniowym upale, legionista Josef Tvarusko, narodowość słowackiej zmarł w wyniku udaru słonecznego, który spowodował u niego atak serca. Taka jest oficjalna wersja zgonu.

Sprawa z pewnością zostałaby zatuszowana gdyby nie publikacja na stronie internetowej, Towarzystwa obrony żołnierzy, które przedstawiło inną wersję zdarzeń i wzięło w obronę zwolnionych ze służby legionistów.

Według zebranych informacji, podczas marszu w trudnych afrykańskich warunkach, legionista Tvarusko narzekał na ból kolana. Jedyną pomocą, jaką otrzymał, były kopniaki od kaprali mające mu pomóc w dalszym marszu. Sytuacja nie nadzwyczajna, gdyby nie warunki panujące w tym okresie w Djibouti. Jest to niewielki kraj leżący we Wschodniej Afryce na północ od Somalii i należący do najgorętszych miejsc na świecie. W okresie letnim temperatury nierzadko przekraczają 50-60 stopni w cieniu. Legionista Tvarusko zmuszony do dalszego marszu bez możliwości ugaszenia pragnienia. Prawdopodobnie zawartość jego bidonu została wylana na ziemię przez dowódcę sekcji, porucznika B. Poganiany przez kaprali i sierżanta, Słowak upadł dwieście metrów dalej. Dalsze kopnięcia pogorszyły dramatyczną sytuację. Legionista Tvarusko już nie powstał z ziemi. Nie pomogła pierwsza pomoc udzielona przez jednego z kaprali.

Po kilku dniach ciało legionisty zostało odesłane do Francji do Fort de Nogent (siedziba oddziału rekrutacyjnego Legii Cudzoziemskiej – GRLE) w podparyskiej miejscowości Fontenay sous Bois. Tam odbyły się uroczystości żałobne z udziałem rodziny ofiary a następnie przetransportowano ciało do rodzinnej Słowacji, gdzie został pochowany.

Okoliczności śmierci pozostawały przez wiele miesięcy w tajemnicy. Aktualnie po interwencji ministra obrony Hervé Morin, prokuratura wojskowa zajęła się wyjaśnieniem wszystkich okoliczności. Zawieszonemu w wykonywaniu funkcji, porucznikowi B. oraz byłemu już podoficerowi i byłym legionistom zostaną przedstawione ciężkie zarzuty z „barbarzyństwem i torturami” włącznie.

Sprawa ta z pewnością nie przysporzy Legii Cudzoziemskiej zwolenników, jednakże nie jest w stanie zatrzeć doskonałej reputację, jaką się cieszy we Francji i na świecie. Niestety jej przeciwnicy wykorzystają ludzki dramat w walce przeciw tej instytucji. Z drugiej strony to, co się zdarzyło tego feralnego, majowego dnia nie powinno mieć miejsca. Stara dewiza Legii: „Marche, ou crève”, „Maszeruj albo giń” czasami daje o sobie znać, w tym przypadku, przyczyniła się do niepotrzebnej śmierci.

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Przeczytaj także:

Czy w Legii Cudzoziemskiej stosuje się przemoc?

Hierarchia i dyscyplina w Legii Cudzoziemskiej

piątek, 21 listopada 2008

Posłanka Kruk zmęczona?

Sejm polski dostarcza nam niewątpliwie wiele wrażeń, nie zawsze politycznych. Tym razem bohaterką spektaklu, tu dodam, że miernego, okazała się posłanka PiS, pani Elżbieta Kruk a właściwie jej forma. Dziennikarze zadawali pytania a pani poseł głównie się uśmiechała.

Przed kamerami telewizyjnymi posłanka Kruk, b. przewodnicząca KRRiT, miała problemy z wysławianiem się i z odpowiedziami na zadawane przez dziennikarzy pytania. Pytania były proste, a mimo to brakowało jej słów. Jednej rzeczy się dowiedzieliśmy, że pani Kruk jest dobrą posłanką i „coś tam, coś tam umie”.

Czy to tylko zmęczenie, czy też wpływ na to miały obchodzone dwa dni wcześniej urodziny?

Takie pytanie padło z ust dziennikarki. Na słowa dziennikarki, która stwierdziła, że czuje od niej alkohol, pani Kruk zaproponowała, żeby przebadać ją alkomatem wiedząc, że chroni ją immunitet. Zanim oddaliła się zdążyła napomknąć, że sprawa może znaleźć się w sądzie. Za posłanką Kruk wstawił się szef klubu parlamentarnego PiS, poseł Gosiewski. Jego argumentacja była krótka: „pani Kruk jest dobrym posłem”.

Nie chcę osądzać pani Kruk, jednakże każdy z nas przychodząc do pracy powinien być zdolny do jej wykonywania. Gdyby okazało się, że posłanka rzeczywiście była pod wpływem alkoholu, to takie zachowanie uważam za skandaliczne. Jako wybranka narodu jest zobowiązana do reprezentowania go w godny sposób. Krytycznie do takiego zachowania odniósł się marszałek Komorowski, który zażądał wyjaśnienia od klubu PiS.

Obejrzyj film

środa, 5 listopada 2008

Czy Olejniczak bije Napieralskiego poniżej pasa?

Nie sposób nie zauważyć, że na polskiej scenie politycznej tylko dwie partie odgrywają poważną rolę. Bez wątpienia lewa strona polskiej polityki odczuwa brak silnej partii mogącej się przeciwstawić dwóm potentatom, PiS i PO, którzy niepodzielnie kontrolują i kreują polskie życie polityczne. Sytuacja kuriozalna, ale prawdziwa. Zagubiony, sponiewierany i skłócony Sojusz Lewicy Demokratycznej do niedawna pretendujący do miana jedynej partii mogącej się przeciwstawić ugrupowaniom prawicowym, nie może się w tym świecie odnaleźć.

Zarówno liberalne PO, jak i radykalne PiS w pewien sposób realizuje, bądź próbuje realizować program, który w dużej mierze pokrywa się z tym, co proponuje lewica. Dzisiejsza lewica jest zwykłym zlepkiem skłóconych ze sobą partii i ugrupowań. Nie ma zgody, nie ma liderów, a co za tym idzie – nie ma również poparcia społecznego. Niestety taka jest dla lewicy obecna, szara rzeczywistość. Jedynie SLD, jako jedyna partia może pochwalić się kilkuprocentowym poparciem w sondażach, za każdym razem balansując na progu wyborczym.

Należy sobie zadać pytanie, dlaczego polska lewica jest w stanie totalnego marazmu? Na ten stan rzeczy składa się wiele czynników. Przede wszystkim bardzo silna pozycja PO z ponad 50% poparciem społeczeństwa skutecznie zabiera zdegustowanych wyborców dotychczas tradycyjnie głosujących na partie lewicowe. Nieustanne przepychanki personalne pomiędzy Napieralskim i Olejniczakiem zamiast umacniać Sojusz, systematycznie i skutecznie go osłabiają. Polska lewica niegdyś znana z umiejętności łączenia sił i tworzenia koalicji, aktualnie znajduje się w stanie totalnego podziału.

Ostatnia inicjatywa „Polska Nowej Generacji” autorstwa niektórych liczących się polityków została odebrana przez Grzegorza Napieralskiego jako cios poniżej pasa ze strony niektórych czołowych polityków Sojuszu, jak Ryszarda Kalisza czy Wojciecha Olejniczaka. Napieralski postanowił wykorzystać sytuację i za karę odsunąć Olejniczaka z dowódczej funkcji szefa klubu parlamentarnego ze względu na udział w tej inicjatywie. Bez powodzenia za to zaliczono kolejną awanturę na konto SLD, porównując nawet sytuację do zaistniałej w PiS po wyrzuceniu przez Kaczyńskiego, najbliższego niegdyś współpracownika, Ludwika Dorna. Porównanie to z pewnością nie przynosi chluby SLD.

Czy wspomniana „Polska Nowej Generacji” ma szansę na trwalsze zaistnienie? Można przyznać rację redaktorowi „Krytyki Politycznej” Sławomirowi Sierakowskiemu, że inicjatywa ta była dziełem kilku polityków, którym kończą się mandaty w europarlamencie i teraz poszukują „nowej” drogi dla siebie poprzez zwykły polityczny oportunizm. Niestety nie tędy droga do odbudowania zaufania społecznego i stworzenia lewicowej alternatywy.

Gdzie jest problem i dlaczego lewica nie potrafi wykorzystać konfliktowej sytuacji pomiędzy PO i PiS oraz prezydentem Kaczyńskim? Otóż wychodzi na to, że lewica w osobie Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jako siły parlamentarnej jest w prawdziwym rozkroku tożsamościowym. Wręcz kuriozalne poparcie SLD dla weto prezydenta, najpierw w sprawie ustawy medialnej i prawdopodobnie dla ustaw dotyczących ochrony zdrowia jest przysłowiowym strzałem we „własną stopę”. Niepopularny prezydent i popierająca go niepopularna lewica doprowadziła do sytuacji, gdy w Polsce nie ma liczącej się partii o tradycji lewicowej. Jak długo taka sytuacja może potrwać? Z pewnością długo. Dopóki Platforma Obywatelska będzie realizowała program socjalny, a polska lewica zamiast wspierać konkretne inicjatywy, będzie bawiła się w torpedowanie każdego jej ruchu. W przyszłości przywódcy SLD powinni obrać drogę rozwoju dla swojej partii, jeżeli chcą liczyć się na opanowanej przez prawicę polskiej scenie politycznej. W przeciwnym razie skazani są na niepowodzenie i polityczne zapomnienie.

Autor: Jacek Wist

Artykuł opublikowano na Wirtualnej Polsce.

piątek, 31 października 2008

Spotkałem Lecha Wałęsę

Może to zbyt dużo powiedziane z mojej strony, gdyż nasze spotkanie nie należało do tych osobistych, gdy spotykamy się w cztery oczy. Nie mogę powiedzieć, że zaliczam się do grona osób mających to szczęście, że mogą powiedzieć: znam Wałęsę.

Jednak nasze drogi krzyżowały się z wielokrotnie, choć on sam o tym nie wie. Były to spotkania, które dziś nazwałbym wirtualnymi a właściwie spotkaniami duszy.

Pamiętam przywódcę „Solidarności” z końca lat 70 i początku 80, gdy jako mały chłopiec wsłuchiwałem się w radio i oglądałem telewizję starając się wychwycić ważne informacje. Lech Wałęsa w tamtych czasach był częścią polskiego „folkloru”, nieodłącznym dodatkiem do życia codziennego. Sytuacja w kraju była trudna. Brakowało wówczas wszystkiego, sklepy świeciły pustkami, były to jednak przyziemne rzeczy, które mnie kilkunastoletniego chłopca niewiele interesowały. Ważniejszymi dla mnie były wydarzenia, które się działy wokół mnie. Wszechobecne strajki i protesty kolejnych grup społecznych. Wałęsa w tych wydarzeniach odgrywał pierwszoplanową rolę. Jednak do czasu.

Pewnej niedzieli, 13 grudnia 1981 roku, generał Jaruzelski ogłosił Stan Wojenny odsuwając tym samym Lecha Wałęsę w cień zawirowań politycznych w naszym kraju. Sprawy się skomplikowały, dorastałem i inaczej widziałem pewne rzeczy. Jak każdy nastolatek byłem gotów walczyć, przeciwstawić się brutalnej władzy i wyswobodzić Wałęsę, którego skutecznie odizolowano od społeczeństwa. Był dla mnie żywą legendą, wszyscy byliśmy za nim i oczekiwaliśmy jego uwolnienia.

Lata mijały, po Stanie Wojennym pozostały wspomnienia, problemy powróciły. Był rok 1988, ogólnopolskie strajki, powrót do wczesnych lat 80, Wałęsa znowu na czołówkach gazet. Władza powoli postanawia odpuścić, wiadomo już było, że dojdzie do Okrągłego Stołu, w Berlinie sypał się mur, Gorbaczow ogłosił „Pierestrojkę”. Nie byłem już chłopcem, lecz młodym mężczyzną, doskonale zdawałem sobie sprawę ze zmian, jakie następują. Na pierwsze strony gazet powrócił Lech Wałęsa. Silniejszy niż poprzednio, wzmocniony pokojową Nagrodą Nobla, wyrastał nam prawdziwy „wódz”.

To właśnie takiego Lecha Wałęsę pamiętam najlepiej. Z „Okrągłego Stołu”, z późniejszej kampanii prezydenckiej, polityka a nie związkowca ze stoczni. Miałem okazję zobaczyć go na wiecu w moim mieście. Wiadomo było, że Lech Wałęsa będzie kandydował na urząd prezydenta Polski. Był także moim kandydatem, postanowiłem po raz pierwszy iść na wybory i zagłosować. Tym bardziej chciałem się dołożyć do zwycięstwa mojego idola, gdyż kilka dni później wyjeżdżałem zagranicę jeszcze wówczas nie wiedząc, że na bardzo długi okres. Słuchałem Wałęsy przemawiającego do tłumów, byłem za nim, wierzyłem mu, że doprowadzi Polskę do sukcesów.

To właśnie stojąc w gęstym tłumie, usłyszałem:
Dlaczego on się pcha do polityki? – powiedział starszy pan stojący w pobliżu.
A kto miałyby większe szanse, żeby zostać prezydentem? – odpowiedział mu inny mężczyzna.

No, właśnie, któż miałby większe szanse? Wałęsa był dla nas symbolem, tylko on był w stanie doprowadzić do zmian, tylko on mógł poderwać naród do zrywu. Pozostałem do końca wiecu nie mogąc za bardzo zbliżyć się do estrady. Mimo odległości, jaka nas dzieliła czułem jego obecność. Byłem zadowolony, że go widziałem, że go „osobiście” poznałem.

Powoli zbliżał się mój wyjazd, nadeszły wybory, poszedłem spełnić swój obowiązek wierząc, że dokonałem słusznego wyboru. Wyjechałem z Polski. Będąc już zagranicą dowiedziałem się, że Lech Wałęsa został prezydentem Polski. To był sukces nas wszystkich. Lata jego prezydentury różnie można oceniać. Nie podejmuję się tego, ponieważ nie mi jest oceniać jego polityczny dorobek. Mogę jedynie dodać, że moje „kontakty” z Wałęsą się nie skończyły, wręcz przeciwnie. Gdziekolwiek byłem, w innych krajach, na różnych kontynentach, gdy rozmowa schodziła na temat Polski, to zawsze, ale to zawsze bez wyjątku moi rozmówcy znali Lecha Wałęsę. Miło było nawiązywać kontakty dzięki mojemu idolowi z lat młodzieńczych. Lech Wałęsa pozostanie symbolem dla wielu Polaków mojego pokolenia, na zawsze.

Autor: Jacek Wist

Artykuł opublikowano na wiadomości24

środa, 29 października 2008

Lech Kaczyński tak jak Tadeusz Rydzyk

Prezydent Polski Lech Kaczyński przechodzi do ofensywy. Zastanawiający jest fakt, dlaczego prezydent, teoretycznie bezpartyjny, angażuje się emocjonalnie w walkę na linii PO – PiS. Na ile jego poczynaniami kieruje miłość do brata bliźniaka a na ile urażona i zraniona duma człowieka, któremu usuwa się grunt pod nogami? Prezydent Polski wyraźnie opowiada się za jedną opcją polityczną, co jest niezgodne z Konstytucją RP.

Lech Kaczyński, skądinąd kreowany na dobrego „wujka”, ostatnio przerósł sam siebie oraz mistrza w fachu – samego ojca Rydzyka. Otóż chcąc z pewnością dorównać politykowi z Torunia, prezydent zaserwował nam epizod walki politycznej na bardzo niskim poziomie. W rozmowie (poza kamerami) z redaktor Moniką Olejnik, Lech Kaczyński pokazał swoją „rycerskość”, oskarżając dziennikarkę o agenturalność i obronę „ciemnych interesów”. Żeby było bardziej dosadnie, prezydent postanowił ją wpisać „na krótką listę” oraz „ją wykończyć”. Wszyscy pamiętamy, gdy Tadeusz Rydzyk przyrównał prezydentową do czarownic, teraz zaś sam Lech Kaczyński zapisuje się złotymi głoskami w retoryce stosowanej przez duchownego-polityka. Obrażanie i pomawianie stały się jednym z podstawowych elementów walki na słowa. W wielu przypadkach na pograniczu obowiązującego prawa w Polsce. Czy prezydent stoi ponad prawem?


Oczywiście nie na tym kończą się porównania obydwu polityków. Zarówno jeden jak i drugi pokazują swoją notoryczną niechęć do Unii Europejskiej, choć w przypadku prezydenta jest to sytuacja niezręczna. W przeciwieństwie do dyrektora Rydzyka musi bardziej uważać na wypowiadane słowa. Obydwaj jednak nie narzekają na finansowe wpływy pochodzące z UE.

Nadeszła pora na medialną grę, niedawno ogłoszono utworzenie „rydzykowej” Partii Narodowej, a także ubieganie się o reelekcję Lecha Kaczyńskiego. Obydwaj panowie mają inne cele, ale podobne aspiracje dla swoich partii. Interesuje ich tylko władza – ojciec Rydzyk chce, aby jego ludzie zasiadali w Sejmie i w Parlamencie Europejskim (sic!). Lech Kaczyński marzy o kolejnej kadencji i absolutnej władzy dla brata bliźniaka odsuniętego w demokratyczny sposób ze stanowiska premiera.

Paradoksalnie dawni sprzymierzeńcy będą starali się o wspólny dotychczas elektorat. Partia Rydzyka bez wątpliwości odbierze Prawu i Sprawiedliwości znaczną część głosujących. Walka zapowiada się ostra i brutalna, na pewno ze wszystkimi, nawet niedozwolonymi, chwytami. Czy według staropolskiego porzekadła sprawdzi się, że: gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta? Z pewnością Platforma Obywatelska zyskuje na sympatii i bije wszystkich w sondażach właśnie dlatego, że nie wdaje się w niepotrzebne zagrywki, a te konfrontacje z samolotem czy krzesłem zupełnie jej nie szkodzą. Tymczasem Donald Tusk wyrasta na głównego kandydata do piastowania najwyższego urzędu w państwie.

Do wyborów parlamentarnych i prezydenckich daleko, a już mamy bezpardonową walkę o stołki. Możemy tylko się domyśleć, że po raz kolejny będzie interesująco i możemy mieć nadzieję, że kolejne „partie” podzielą los LPR i Samoobrony oraz wyeliminują się z życia politycznego Polski. Czas doprowadzić do normalizacji sytuacji w kraju i pozbawić przywilejów różnych „kreatur” zatruwających nam wszystkim życie i integrację z Unia Europejską. Kto będzie prezydentem? Kto dostąpi zaszczytu reprezentowania Polaków w ławach Parlamentu Europejskiego i Sejmu? Na te odpowiedzi przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ale już dziś możemy się zastanowić, kogo byśmy chcieli widzieć na najwyższych stanowiskach, ponieważ w ostatecznym rozrachunku decyzja należy do samych Polaków.

Autor: Jacek Wist

Artykuł opublikowano na Wirtualnej Polsce

środa, 22 października 2008

Legia Cudzoziemska

Film został zrealizowany, żeby przedstawić bliżej Legię Cudzoziemską. Nawiązuje on do ciężkiej służby w różnych warunkach klimatycznych. Poznaj życie inaczej! Tak głosi popularne hasło tej owianej mitami francuskiej formacji wojskowej.